poniedziałek, 1 września 2014

87. Jak minął sierpień?





Sierpień nieubłaganie dobiegł końca, więc jak co miesiąc mam dla Was kilka zdjęć obrazujących co się u mnie przez ten czas działo. A działo się naprawdę całkiem sporo, po raz pierwszy uzbierałam tyyle zdjęć, że nie wiem, które pokazywać, a które z bólem serca odrzucić. Mam nadzieję, że i Was zarażę pozytywną energią, jaką wyzwalają we mnie sierpniowe wspomnienia. :) Zapraszam!



Sierpień był bardzo intensywny, przez co miałam naprawdę mało czasu na blogowanie. Stąd też moja znikoma obecność na Waszych blogach. Mimo wszystko w tym miesiącu dorobiłam się dwóch ładnych cyferek - 30 000 wyświetleń i 130 obserwatorów, dziękuję pięknie! I nowym osobom, które zechciały zostać ze mną na dłużej i tym, które od dłuższego czasu są tutaj, komentują i motywują. Dziękuję! <3

http://bubijum.blogspot.com/2014/08/81-bedy-nie-tylko-poczatkujacych.html


Zostając przy temacie blogosfery, byłam niesamowicie uradowana i zaskoczona popularnością tegoż posta! Jeszcze niedawno cieszyłam się, kiedy licznik komentarzy przekroczył 20, a tutaj mamy już absolutny rekord! :) Cieszę się, że miałam okazję napisać coś, co zainteresowało tyle osób. Jeśli jeszcze nie czytałaś mojego subiektywnego spisu błędów, które popełniają nie tylko początkujące Włosomaniaczki, serdecznie zapraszam - przeniesiesz się do niego po kliknięciu w zdjęcie. :)




Pierwszy tydzień sierpnia zleciał w pracy, więc w zasadzie nie ma czego wspominać. Drugi tydzień minął pod znakiem przygotowań do ślubu siostry Lubego - Natalii, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, jeśli jej się zdarzy tu zerknąć. ;) Swoją drogą, Natalia była najpiękniejszą Panną Młodą, jaką kiedykolwiek widziałam, biorąc pod uwagę wszystkie filmy i zdjęcia. Naprawdę!




Ze mną jak to ze mną, nie obyło się bez komplikacji. Jako że taka impreza raz się zdarza i trzeba zabłysnąć, to umyśliłam sobie loki. W planach miałam rozpuszczone, luźne pukle z wpiętym kwiatem. Zakręciłam więc na noc papiloty, co jeszcze rok - dwa lata temu gwarantowało mi burzę zakręciołków. Nie przewidziałam jednak tego, że od tamtego czasu moje włosy urosły i to dość sporo, a wałki, którymi dysponuję, są naprawdę wąskie. Skutkiem tego rano obudziłam się z totalnym, murzyńskim afro na krótszych warstwach i niemal całkiem prostym spodem. Na szczęście udało mi się to odratować spinając włosy w koka. I tyle z moich loków. :D

Po przygodach z włosami aż bałam się brać za malowanie. Na szczęście nie wyszło tak najgorzej i cały makijaż jako tako się prezentował, a i nawet trzymał aż do rana. Miałam Wam o nim napisać osobny wpis, ale uzbierałam za mało zdjęć. Do jego wykonania użyłam ukochanej paletki Sleeka, którą w akcji możecie zobaczyć też #tutaj i #tutaj. 




Niedługo po ślubie wybraliśmy się z Ukochanym i jego rodziną w Bieszczady. Jeszcze nigdy nie byłam w tym rejonie Polski i muszę przyznać, że jestem niesowicie zauroczona! Krajobrazy są zupełnie inne niż te, do których przywykłam w Tatrach - łagodne pagórki, zielone zbocza. Wszystko jest takie spokojne i ciche, że aż żal wracać do cywilizacji!





Wybraliśmy się na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę. Niestety pogoda niezbyt sprzyjała i dopadł nas ogromny deszcz, a gdzieś w oddali straszyło piorunami. Na szczęście po burzy dość szybko się rozpogodziło i w drodze powrotnej można się było zachwycać takimi oto widokami. Na żywo wszystko wyglądało dużo lepiej, jakby te chmury były naprawdę na wyciągnięcie ręki!





Najbardziej pokichaną rzeczą, jaką udało mi się zaliczyć w sierpniu było załatwianie transportu do Łodzi. Z początku chciałam się tam dostać za pomocą serwisu BlaBlaCar, jednak kursy z Krakowa były o wybitnie niepasujących mi godzinach. Autobusy także nie okazały się lepsze, bo nie dość, że ceny dość wysokie, to jeszcze - znów - godziny tragiczne. Koniec końców musiałam zdać się na PKP, instytucję, która wywołuje u mnie łzy i sama zastanawiam się, czy ze śmiechu, czy ze strachu. :D I tym razem Polskie Koleje mnie nie zawiodły i zafundowały mi podróż pełną wrażeń z mojego miasta do Katowic, a stamtąd do Łodzi (ponad sześć godzin) i z powrotem, z Łodzi, przez Warszawę (!) do Krakowa i dalej do mnie (przeszło dziesięć godzin). A wszystko to po to, aby...





... spotkać się z moją najpiękniejszą, najcudowniejszą i absolutnie najukochańszą Imienniczką na świecie! <3 Gumi zabrała mnie na cudny spacer po Łodzi, nagadałyśmy się i obżarłyśmy, a teraz strasznie za nią tęsknię i nie mogę się doczekać, aż odwiedzi mnie w Krakowie! :) Kochana, jeszcze raz bardzo dziękuję za zaproszenie i spędzony razem czas, do tej pory mi się micha cieszy na samą myśl. :D 

Przy okazji udało mi się zrobić Agnieszce nowy szablon. Nie jest to jakiś majstersztyk, ale mimo wszystko cieszę się, że moje nikłe umiejętności mogły komuś sprawić trochę przyjemności. :) Nowy wygląd bloga Gumi w pełnej okazałości zobaczycie po kliknięciu w zdjęcie poniżej!

Tak było wcześniej, a jak jest teraz? Jeśli nie znacie bloga Agi, koniecznie zaglądnijcie! :)


Od środy, czyli od pamiętnego dnia spędzonego z Gumi, moje wakacje nabrały prawdziwego rozpędu. Na moją stację wróciłam o 6:08, o 6:20 miałam busa na moją zacną wieś, a o 10:20 musiałam z powrotem jechać na dworzec, aby o 12:05 wyjechać z Lubym z Krakowa do Zakopanego! Wyjazd w wakacje i ferie do Tatr to już nasza mała tradycja kultywowana od przeszło dwóch lat, więc i w tym roku nie mogliśmy się nie zebrać. ;) Co roku w góry wracam z jeszcze większą radością i co rok coraz trudniej stamtąd wyjeżdżać!




W ostatni piątek sierpnia wybraliśmy się na szlak. Na szczęście byliśmy na tyle zapobiegliwi, żeby zabrać ciepłe rzeczy, choć naprawdę do ostatniej chwili wahałam się, czy pakować czapkę i szalik w sierpniu! Ostatecznie okazało się, że bez tej zimowej stylówki chyba bym tam nie przetrwała. ;) Wyglądało to dość śmiesznie jak my - tacy Eskimosi - mijaliśmy ludzi w krótkich spodenkach i t-shirtach. Nie mam pojęcia, jak oni to mogli przeżyć. :D

Nogi poniosły nas do Doliny Pięciu Stawów - nieziemsko piękne miejsce! 





Choć do dziś czuję nogi, jestem niesamowicie szczęśliwa z tej wyprawy! Zdjęcia naprawdę nie są w stanie oddać ani ocupińki z magii gór. Najchętniej przeszłabym wszystkie szlaki wzdłuż i wszerz, ale niestety nie pozwalają mi na to moje stawy, które dość mocno dały o sobie znać już w połowie drogi z Pięciu Stawów na Morskie Oko. 





W przyszłym roku na pewno chcielibyśmy spędzić w Tatrach więcej czasu. Tym razem udało nam się wyrwać tylko na trzy dni, bo w sobotę trzeba już było wracać do rzeczywistości. Choć sierpień zleciał naprawdę strasznie szybko, jestem mega zadowolona i naładowana pozytywną energią! :) Teraz tylko grunt, żeby nie stracić jej już w pierwszym tygodniu września. Przede mną klasa maturalna, ogrom stresu i kilka poważnych decyzji do podjęcia. Mam nadzieję, że wcale nie będzie tak strasznie, jak mi się wydaje. ;)

A Wam jak minął sierpień? :)

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Najchętniej spędziłabym tam całe wakacje! :)

      Usuń
  2. Ojej <3 Ja też bardzo bardzo BARDZO za Tobą tęsknię i nie mogę się doczekać jak przyjadę do Ciebie :D :* uwielbiam Waszą zimową stylówę w sierpniu ;D no i Twoje rzęsy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że wakacje się udały :) Rzęsy masz boskie. Gratuluję liczby wyświetleń :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czytać Twoje posty, bo zawierają dużo zdjęć, które lepiej odzwierciedlają to co się działo !:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! :) Niestety zdjęcia nie są zbyt dobrej jakości, ale cóż. Kiedyś sobie kupię fajny sprzęt. :D

      Usuń
  5. Cudowne widoczki z gór, bardzo zazdroszczę, ja z moim operowanym biodrem mogę sobie pomarzyć ;)
    Rzęsy masz długaśneee ;)
    Nie zazdroszczę historii z afro na głowie, ale dobrze, że udało CI się wybrnąć :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, nie dobrze.: < Też mam problemy z biodrami i kolanami, więc nie mogę chodzić tyle, ile bym chciała.
      A za rzęsy to dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  6. Kocham góry i dawno w nich nie byłam. Te zdjęcia przywołały fajne wspomnienia :)
    Buziaki !:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny ten Twój sierpień. Bieszczady.... uwielbiam je, tylko mam tak daleko...

    OdpowiedzUsuń
  8. W zeszłym roku byłam pierwszy raz w życiu w Tatrach - chciałabym tam wrócić... Zazdroszczę corocznych wyjazdów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest czego. :) Przepiękne miejsce! Wracam tam dwa razy w roku, mamy tam bliskich znajomych, którzy służą noclegiem. Super sprawa :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za każdy komentarz! To ogromna nagroda i motywacja! :) Bardzo proszę - jeśli komentujesz jako Anonim, podpisz się. Fajnie wiedzieć, kto poświęca mi czas na zostawienie po sobie paru słów. :)

Na pytania odpowiadam bezpośrednio pod postami. Jeśli zależy Ci na szybkiej odpowiedzi - pisz śmiało na bubijum@gmail.com! :)



Komentarze służące tylko reklamie są usuwane. Wklejanie linków jest zbędne.

Linkin